|
|
Jutro kolejna sesja terapeutyczna.. >> niedziela, 19 lutego 2012 22:37:43
Jutro kolejna sesja terapeutyczna... Czy odważę się cokolwiek powiedzieć... Obawiam się, że nie. Musiałabym się nieźle upić by mówić. Z jednej stronę chcę zacząć o tym rozmawiać, bo wiem, że bez tego nie ruszę, dalej. Przez to czuję się też przyciśnięta do ściany, wiem, że bez rozwiązania tego nie będę żyła szczęśliwie. I z trzeciej strony... Nie chcę o tym mówić, wolę zrezygnować z terapii niż o tym mówić... Straszne. Zobaczymy, co będzie jutro. Zabawne jest to, że swojej terapeutce ufam, lubię ją, ale mimo to nie jest mi łatwo i prosto... Czego się tak na prawdę boję? Chyba przypomnienia sobie, poczucia tego... Powiem i po 50 minutach zostanę sama z tym na cały tydzień... I radź sobie sama. Łatwiej nie pamiętać, jednak tym nic nie zmienię. Muszę się przełamać, bo nie mogę tak dłużej.
komentarze [2]
Nienawidzę dotyku... >> czwartek, 16 lutego 2012 01:46:29
No i nadszedł ten moment, w którym muszę poruszyć najtrudniejszy dla mnie temat. Muszę i chcę, ponieważ wiem, że bez tego nie zrobię postępu. Tak długo jestem w terapii, że chyba nadszedł już ten moment. Tylko jak się do tego zabrać, od której strony... Dobra tutaj pisząc i tak mnie to nic nie kosztuje, więc spróbuje napisać po kolei swoje myśli, zapewne będą one nie zrozumiałe... Nienawidzę, gdy mnie ktoś dotyka, nienawidzę się kochać... Chcę byś kochana, ale nie chcę by ktoś się do mnie zbliżał. Paradoks. Po prostu nienawidzę się w każdym calu. Czemu? Zamiast przyjemności czuje obrzydzenie do siebie, czuje się krzywdzona... Czasami udaję, że nic nie czuje, co najgorsze zaczynam myśleć o mojej nieżyjącej przyjaciółce prosząc ją o siłę... Myśląc, że zasłużyłam sobie na to... Chodź nie dzieje mie się krzywda, sama się na to zgadzam przecież... Nienawidzę każdego, dla kogo jestem atrakcyjna, kto pragnie mnie, kto chce mnie dotknąć... Teoretycznie powinnam się cieszyć, powinno mi się to podobać, ale jest odwrotnie... Chyba za często byłam przedmiotem pożądania... I nie umiałam zareagować, nie umiałam nic zrobić, a nikt mojego słabego nie, nie słuchał... Nie chcę nikogo obwiniać, bo to ja się nie umiałam obronić, bardziej sprzeciwić, za każdym razem czułam się sparaliżowana... Nie umiałam wykonać, żadnego ruchu... Sama siebie do tego doprowadziłam - głupia jestem. Czy było coś jeszcze wcześniej?.. Obawiam się, że musiało... Boję się, co... Czym dłużej o tym myślę, tym dłuższą drogę spostrzegam, ale tak bardzo się jej wstydzę… Nawet tutaj-anonimowo nie umiem jej opisać, a co dopiero przed terapeutką... Czy to oznacza, że jestem skreślona, czy nie mam szans na szczęście, na życie? Ciężko... Spróbuję następnym razem...
komentarze [1]
|
|
Ksiega
Archiwum
2007 maj (12) czerwiec (18) wrzesień (1) październik (14) listopad (14) grudzień (4)
2008 styczeń (7) luty (9) marzec (5) kwiecień (8) czerwiec (6) lipiec (3) wrzesień (2) październik (4) listopad (6) grudzień (1)
2009 styczeń (2) marzec (1) kwiecień (1) maj (3) sierpien (2)
2010 sierpien (2) wrzesień (1)
2011 maj (2) czerwiec (2)
2012 luty (2)
ulubieni
Blog.pl
design by
gingery
image by
Sue Anna Joe
|
|